Jak zatrzymać czas


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Matt Haig
Tytuł oryginalny: How to Sop Time
Data wydania: 16 kwietnia 2018
Liczba stron: 426

„Tom Hazard posiada niebezpieczny sekret. Choć wygląda na przeciętnego 41-latka, cierpi na rzadką przypadłość, wskutek której żyje już całe stulecia. Tom przeżył kawał historii – występując z Szekspirem, eksplorując odległe morza z kapitanem Cookiem i pijąc koktajle z Fitzgeraldem. Teraz pragnie już tylko zwyczajnego życia.

Tom wraca do Londynu, swojego dawnego domu, aby zostać nauczycielem historii w liceum. Jest to idealne zajęcie dla kogoś, kto osobiście był świadkiem wielu istotnych wydarzeń z dziejów świata. Co więcej, urzekająca nauczycielka francuskiego z tej samej szkoły zdaje się być nim zafascynowana. Ale Stowarzyszenie Albatrosów, sekretna grupa, która chroni ludzi takich jak Tom, ma jedną zasadę: nigdy się nie zakochuj. Bolesne wspomnienia z przeszłości i nieobliczalne zachowanie czujnego przywódcy Stowarzyszenia zagrażają wykolejeniem się zarówno nowego życia, a jedyna rzecz, na którą Tom nie może sobie pozwolić, jest zarazem tym, co może go ocalić. Będzie musiał raz na zawsze zdecydować, czy utknie w przeszłości, czy wreszcie zacznie żyć teraźniejszością.”

   Jakoś nigdy nie marzyłam o długowieczności. Nigdy nie chciałam żyć wiecznie. Gdy już podrosłam do momentu, w którym takie myśli mogłyby kiełkować w moim umyśle miałam świadomość tego, że to nie jest nic pociągającego. Wolne starzenie się? Super, tylko z umiarem. Mając te 70-80 lat człowiek jest już schorowany i jest praktycznie wrakiem samego siebie. Z przerażeniem obserwuję staruszków, którym niezwykłą trudność przysparza podniesienie się z siedzenia. Długowieczność? Nie. Uniknięcie starości i optymalna długość życia? Tak. Ta książka pobudziła we mnie dawne przemyślenia.

   Gdy przeczytałam opis tej historii, to od razu skojarzyła mi się ona z filmem „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”. W obu tych przypadkach motywem przewodnim jest długowieczność. Film o tej tematyce przypadł mi do gustu i byłam ciekawa czy podobna książka również do mnie trafi.
Patrząc w sferze literatury, to pomysł Matt’a Haig’a był niebanalny. Nie spotkałam się jeszcze z tego typu książką.  Fabuła zaciekawiła i wciągnęła. Autor dostarczył mi fascynującej przygody po epokach. Haig posługuje się lekkim i przestępnym piórem, wiec lektura idzie nie dość, że gładko to jeszcze naprawdę przyjemnie. Treść owiewa melancholijny klimat. Opisy są treściwe i obrazowe. Całość jest dopracowana i spójna. Przeczytałam ją praktycznie na raz, robiąc sobie jedynie krótkie przerwy.

   Jestem pewna, że jeszcze kiedyś do niej wrócę.

Serdecznie dziękuję za egzemplarz Wydawnictwo Zysk i S-ka.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

ZAPOWIEDŹ: Unf*uck Yourself. Napraw się

Nora

Jutro należy do kotów