Stróże


Wydawnictwo: Sine Qua Non
Autor: Jakub Ćwiek
Tytuł oryginalny: Stróże
Data wydania: 6 czerwca 2018
Liczba stron: 384

„LOKI – kłamca, oszust, zdrajca i… ostatnia nadzieja Twojego anioła stróża!

Nietypowe śledztwa, dziwne międzygatunkowe przyjaźnie i całe tony niebiańskiej biurokracji… Ot, dzień jak co dzień w pracy anioła stróża.

Wszystko komplikuje się – jak zwykle… – przez Lokiego: cyngla od brudnej roboty, prowodyra i sprawcę niejednego zamieszania. Tym razem nordycki bóg kłamstwa pokaże pełnię swoich możliwości.

Jeśli znasz i lubisz Kłamcę, Stróże sprawią, że polubisz go jeszcze bardziej. Jeśli nie znasz, oto świetna okazja, by zacząć właśnie od tej książki! A jeśli znalazłeś się w grupie, która miała autorowi za złe zakończenie tamtej historii, wiedz, że nic nie kończy się ostatecznie ani tylko na jeden sposób.

STRÓŻE ZMIENIĄ WSZYSTKO!

Na początku zasady były proste. Każdy człowiek wierzący w Boga dostawał anioła stróża, a gdy się do niego modlił, ten zyskiwał moc, by udzielić mu swego nadprzyrodzonego wsparcia. Potem jednak wszystko się skomplikowało – ludzi zaczęło przybywać błyskawicznie, ale liczba aniołów stróżów pozostawała stała i wkrótce niewystarczająca. W dodatku Wszechmogący na do widzenia zostawił garść bardzo rygorystycznych zasad. Skrzydlaci, żeby przetrwać i dalej wykonywać swoją pracę, musieli się nauczyć kombinować. A od kiedy pojawił się wśród nich Loki, nordycki bóg oszustów i kłamców, anielskie kombinatorstwo weszło na wyższy poziom. Wtedy niezbędne okazało się stworzenie nowej jednostki do spraw kontroli anielskich nadużyć. Jej organem wykonawczym stała się: W.I.N.A. Wydział Interwencyjny Nadzoru Anielskiego.”

   Jakub Ćwiek należy do grona moich ulubionych autorów, po których książki mogę sięgać w ciemno i spodziewać się, że raczej się nie zawiodę. Tak było w przypadku serii „Chłopcy”, „Grimm City” i „Kłamca”, a jednak „Stróże” już mnie tak nie zachwyciła. Ten zbiór opowiadań wydał mi się nieco chaotyczny. Ćwiek jak zawsze miał interesujący pomysł na fabułę, ale tym razem wykonanie poszło mu jakoś gorzej. Co do samych opowiadań to były takie, które całkowicie przypadły mi do gustu i takie, które niespecjalnie mi się spodobały. W większości pojawiało się sporo nieoczekiwanych zwrotów akcji i ciekawych rozwiązań. Jak przystało na twórczość Jakuba Ćwieka nie zabrakło tu również tego humoru, z którego tak jest znany. Myślałam, że „Stróże” będzie czymś lepszym, ale i tak cieszę się, że mogłam ponownie zatopić się w twórczości tego wyśmienitego pisarza. To taka lekka i przyjemna lektura, do której mimo wszystko jeszcze kiedyś powrócę.

Serdecznie dziękuję za egzemplarz Wydawnictwo Sine Qua Non. 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cykl: Dziesięć płytkich oddechów

Cykl: Marek Berner

Mój zawodnik